dsc05241-3

Po całonocnej jeździe autobusem z George Town, o 5 rano dojeżdżamy do niewielkiej miejscowości Kuala Besut, skąd płyniemy szybką łodzią motorową na wyspy Perhentian. Kupujemy open ticket, który bardzo ułatwia sprawę gdy do końca nie wiemy kiedy chcemy opuścić wyspę. Na dzień przed powrotem należy udać się na plażę do firmy transportowej i zarezerwować sobie miejsce na łódce. Jest dużo chętnych wiec opuszczenie wyspy nie zawsze jest takie proste, tym bardziej że mamy trzy łódki dziennie a zazwyczaj każdy chce ruszyć tą najwcześniejszą.

Ok, ale najpierw musimy się dostać na wyspę :). Pierwsza speed łódka startuje o 7 rano więc zalegamy na ławce i cierpliwie czekamy. To czas na podjęcie decyzji, którą z dwóch wysp chcemy odwiedzić, bo do wyboru mamy Besar (dużą wyspę) i Kecil (małą wyspę).

My decydujemy się na tą mniejszą – podobno idealną dla backapackerów i LBT, czyli Low Budget Travelers jak my 🙂 (Besar podobno jest droższa, resorty mają wyższy standard i jest bardziej odpowiednia dla rodzin z dziećmi, jak później relacjonują nam dwie spotkane Polki znaczy to tyle, że jest cichutko, spokojnie i bardziej w deseń rajskiej wysepki, bez zbędnych dźwięków i tłumów …wynika z tego, że dokonaliśmy niewłaściwego wyboru….. no ale jednak Kecil tańsza :D)

Dwie godziny później płyniemy, uzbrojoną w dwa 4 – cylindrowe silniki Yamahy, motorówką.

Jeśli ktoś z Was cierpi ma chorobę morską, lepiej niech skonsultuje się z farmaceutą :).  Jedno z nas ma problemy z błędnikiem wiec jeszcze w George Town zaopatrujemy się w jednym z chińskich sklepów w naturalne, ziołowe leki na tę przypadłość. Czy było to potrzebne ? Oj tak … łódeczka jest malutka i po każdej fali uderzamy w tafle wody z taka siłą jaką Wam się nie śniło :). Ból obitych tyłków „osładza” nam widok wschodzącego słońca.

Chcąc dostać się na Long Beach trzeba skorzystać z wodnych taxi, gdyż nie ma tu przystani. Motorówka zatrzymuje się kilkaset metrów od brzegu i trzeba przenieść siebie oraz swój bagaż na małe łódki. Niektórzy w ramach oszczędności i sprzeciwu wobec takich praktyk próbują pokonać ten dystans na pieszo …może też byśmy tak zrobili gdyby nie fakt, że woda sięga w okolice brody :). Jednak jeśli na miejsce swojego pobytu wybierzecie Coral Bay (druga strona wyspy) to taxi jest zbyteczna, ponieważ jest tu molo :).

No ale do brzegu… Dopływamy i wysiadamy na Long Beach.

Plan jest prosty i taki sam jak zawsze – rozdzielamy się: On rusza w poszukiwaniu schronienia, Ona zostaje na plaży z całym dobytkiem :). Stróżowanie nad plecakami trochę się komplikuje, gdyż 2 tabletki leków na chorobę morską właśnie zaczynają działać …i to w niekontrolowanie silny sposób  – prawdopodobnie źle zrozumieliśmy sprzedawcę i trzeba było wziąć tylko jedną pastylkę 🙂 (działanie leków – kamienny sen, w 35 stopniach, pośrodku gorącej plaży, a wszystko bogato przyprószone piaskiem przyniesionych przez poranny wiatr :)).

Wracając do poszukiwań noclegu … najwięcej opcji sypialnianych znajduję się po obu stronach wyspy, tuż przy głównych plażach. Droga z Long Beach do Coral Bay, przez środek wyspy, nie jest długa i można znaleźć tam parę miejsc. Wybór jest pozornie duży, ale zaczynamy wierzyć w historie, że ludzie śpią na plaży czekając na nocleg … wszędzie fully booked.  Ponieważ mamy swój namiot podchodzimy do tego na luzie. Po sprawdzeniu ponad 10 opcji noclegowych nasza nieznośna lekkość bytu doprowadza nas do D’ Rock Garden, resortu z bungalowami usytuowanymi na wzgórzu z widokiem na ocean … notabene znajdującego się dokładnie tam gdzie rano przypłynęliśmy (lewa strona plaży Long Beach). Na pierwszy rzut oka wygląda na poza nasz zasięg finansowy, ale jak się później okazuje nie jest tak tragicznie i jest to jedno z najtańszych miejsce na całej wyspie.

Fajny pokoik z tarasem, praktycznie w dżungli,  staje się naszym domem przez kolejne parę  dni. Często odwiedzają nas zwierzątka – kolorowa jaszczurka toke, z rodziny gekonowatych i prześmieszne, latające wiewiórki (polatuchy).

Ok jest jedno ALE 🙂 …domek w dżungli oznacza chmary komarów, ale z tym sobie też radzimy :). Na Filipinach zaopatrzyliśmy się w gustowną, plastikową moskitierę, którą rozwieszamy nad łóżkiem za pomocą pałąków od namiotu :).

Pozostając w temacie zwierzątek – największą furorę na wyspie robią warany. Potrafią osiągnąć długość nawet 2 metrów, ale wcale nie tak łatwo zobaczyć je z bliska ponieważ są bardzo płochliwe. Żeby zrobić im zdjęcie trzeba przemierzać dżungle cicho niczym Predator lub pokręcić się koło hotelowych  restauracji, gdzie buszują w śmieciach.

Nasz resort ma także swoją restaurację, gdzie codziennie wcinamy najtańsze danie z karty – makaron :).

Tutaj trzeba ostrzec rodaków, że mały procentowy Tiger kosztuje jakieś 8 – 9 RM i jedzenie też jest trochę droższe niż w Malezji kontynentalnej  (mieliśmy w planach przypłynięcie tu z prowiantem, ale coś zawiodło :)).

Tak sobie łazimy, dziwimy i porównujemy rzeczywistość z zasłyszanymi opisami tego miejsca – jak na małą tropikalną wyspę, ba prawie raj Malezji,  to jakoś kurde sporo tu ludzi,  szkół nurkowych i knajpek, gdzie hipsterzy z plecakami popijają piwka i jedzą pizzę w rytm kompilacji Cafe del Mar.

Oczywiście są też znamiona prawdziwej rajskiej wysepki – nie znajdziecie tu żadnych ulic, chodników, samochodów, skuterów, wi-fi jest przeraźliwie wolne, nie ma bankomatów, a prąd wytwarzają generatory prądu (w tanich bungalowach tylko w nocy). Jedynym środkiem transportu są tu taxi wodne, którymi można się dostać na inne plaże lub pobliskie wysepki … tylko są ciut drogie. Zgodnie z naszym mottem: „kto nie ma w portfelu, ten ma w nogach” poznajemy Kecil pieszo :).

W takim razie co warto zobaczyć, zrobić, przeżyć na wyspie:

# 1 – TREKINGOWE SZLAKI

Zgodnie z naszym „zboczeniem” każdą wyspę musimy przejść wszerz i wzdłuż, i tu mamy do czynienia z naprawdę fajnymi szlakami.

  • Szlak do Wioski Rybackiej

Swoją wycieczkę zaczynamy od „naszej” Long Beach. To długa i szeroka, z drobnym, prawie białym piaskiem i turkusową wodą. Niestety jest to jej przekleństwem, gdyż każdy chce mieć w tym miejscu pensjonat, restauracje, sklep, bar lub chociaż parking dla taksówek wodnych 🙂 i raczej tutaj swojej samotni nie znajdziecie, mimo że niektórzy próbują :).

Przedzieramy się przez środek wyspy i docieramy do drugiej najbardziej popularnej plaży – Coral Bay (Zatoka Koralowców). Zajmuje nam to ok 10 min.

Coral Bay to zatoka z dużym molo w kształcie litery L, szkołami nurkowania, knajpkami z hamakami, gdzie wieczorem rozpalane są ogniska, na grillach pieką się owoce morza, a przy brzegu parkują taksówki wodne więc beztroski spacer po piasku odpada :). Na tej stronie stacjonuje nasz kolega ze Śląska – Janek, którego poznaliśmy w Cameron Highlands. Jego domek należy do resortu Buterfly Beach Chalet i znajduję się nieco na uboczu, na skałkach, skąd zachody słońca „dają radę” :).

Dalej ruszamy w kierunku Mira Beach.

Idziemy wzdłuż brzegu, momentami stromym klifem i uważamy gdzie stawiamy stopy, bo łatwo tu natknąć się na metrowe lub większe warany.

Docieramy na Mira Beach, znaną też jako Keranji Beach, która okazuję się bardzo uroczym miejscem. Z chęcią byśmy się tu przenieśli, gdyż jest tu cicho i spokojnie a bungalowy wyglądają przeklimatycznie. Niestety ceny są tu bardzo wysokie a mimo to każdy domek jest już wynajęty. Podobno są tu też wydry…nie potwierdzamy bo żadnej nie widzieliśmy.

Nieopodal dalej znajduję się Petani Beach, która jest najdalej wysuniętą na południe plażą, z beach barem Mari-Mari i ładnymi chaletami :). Znajduję się tu także chyba jeden z najbardziej ekskluzywnych resortów wyspy – Alunan Resort. Panuje tu równie rajski klimat, co na Mira Beach, z równie wysokimi cenami.

Do wioski rybackiej można dotrzeć pieszo (tak jak my wyżej opisanym szlakiem) lub przypłynąć wodną taxi. Wioska jest także jednym z punktów wycieczki snurkingowej, o której napiszemy w dalszej części. Fishing Village nie jest może jakimś wielkim kulturowym zjawiskiem, ale jeśli chce się zobaczyć nieturystyczną część wyspy to warto się tam wybrać.

Jest tu duży pomost z portem, szkołą i meczetem. Chodząc po miasteczku trzeba pamiętać, że to muzułmańska wioska więc nie powinniśmy paradować w strojach kąpielowych :).

Co do sklepów i jedzenia – jest tu kilka „knajpek” i dwa sklepy – jeden normalny ale nie duży i tylko z podstawowymi artykułami a drugi znaleźliśmy w prywatnym domu … nie wyglądało to nawet na mikromarket :). Na pewno nie opłaca się tu przypływać specjalnie po jedzenie, gdyż ceny są nieco niższe niż na plażach. My na przykład tachaliśmy stąd z powrotem na Long Beach arbuza,  który był naszą kolacją :).

Przy południowym krańcu miasteczka jest też mała plaża.

  • Szlak do D`Lagoon Beach

Punktem wyjścia naszej wyprawy jest Bubu Long Beach Resort, skąd  po 45 minutach zdobywamy Windmill Hill, czyli wzgórze z opuszczoną elektrownią hybrydową. W 2002 roku rząd stawia na wyspie generator prądotwórczy z silnikiem diesla, dzięki któremu mieszkańcy wioski mają prąd 24 godziny na dobę. Mija kilka lat badań nad siłą i prędkością wiatru, żeby  w 2008 roku powstała elektrownia hybrydowa z dwoma turbinami wietrznymi, panelami słonecznymi i agregatem prądotwórczym.

Jednak coś poszło nie tak, gdyż po roku działalności turbiny ulegają uszkodzeniu :(. Możliwe, że winowajcą jest tutejszy wilgotny, monsunowy klimat (sezon monsunowy trwa od października do marca). Na dzień dzisiejszy jest to atrakcja turystyczna z długimi schodami, prowadzącym do zarwanego w połowie pod wodą molo oraz pięknym widokiem na Morze Południowochińskie. Jakie będą dalsze losy tego miejsca? Czy ktoś to naprawi? Czy to kolejny biały słoń ? Na razie tropikalna wyspa pozostaje choć w tym temacie tropikalną 🙂

Mijamy turbiny i przedzierając się przez gąszcze i chaszcze … tak błądzimy :).

Docieramy do jakiejś małej plażyczki, gdzie postanawiamy trochę odpocząć i ochłodzić w wodzie. To plaża Adam & Eve, która jak przystało na parę prosto z raju jest długa piaszczysto – koralowa, gdzie w zacisznej atmosferze możemy bosko się zrelaksować i trochę posnurkować. Po chwili mamy towarzyszów – trzech chłopaków z Filipin, którzy szukają drogi na Long Beach, a że przyszli z D’Lagoon Beach, której my szukamy to wymieniamy się wskazówkami :).

Po 10 – 15 minutowym spacerku docieramy do D’Lagoon Beach, na końcu której znajduje się Turtle Beach (to północna część wyspy). Jak sama nazwa wskazuję są tu żółwie oraz reef sharki, niestety żeby je zobaczyć trzeba tu być przed 9 rano. Koral jest już tu trochę zniszczony, ale warto trochę posnurkować i spotkać w wodzie parrotfish. Spotykamy tu Szwedkę, z którą płynęliśmy motorówką z  Kuala Besut na Kecil …bardzo chwaliła to miejsce i jedzenie. Ceny nieco wyższe niż na zatłoczonej Long Beach – niestety tu za namiastkę raju trzeba dodatkowo płacić :(.

Jeszcze jest kilka mniejszych plaż rozsianych wzdłuż wybrzeża, w tym plaża Romantyczna, która jest również popularnym miejscem do nurkowania.

# 2 – SNURKOWY TRIP

Wyspy Perhentian są najładniejsze i najciekawsze pod powierzchnią wody – rafy koralowe z kolorowymi rybkami. Za namową Janka wybieramy się na wyprawę łódką w kilka zacnych miejsc. Do wyboru mamy dwie wersje wycieczki: całodniową z 5 – 6 punktami lub krótsza, półdniową z 3 – 4. My decydujemy się na wersję „bogatszą” ale nie korzystamy z oferty dostępnej na Long Beach (foto poniżej) tylko z Coral Bay, gdyż cena jest niższa …no i trochę się targujemy 🙂

Podczas naszej long trip odwiedzamy takie punkty jak: Fish Point (Lighthouse); Coral Garden (Ogród Koralowców), Shark Point (punkt z rekinami), Turtle Point (punkt z żółwiami) i oraz wioskę rybacką, gdzie można jeść obiad (cena posiłku nie jest wliczona w cenę wycieczki).

O dziwo nazwy nie są wcale na wyrost – na Shark Point widzieliśmy rekiny o długości ok. 2 metrów (mniejsze też były) a na Turtle Point pływają duże żółwie … na zdjęciach prawie widać jak się uśmiechają :).

sorry za kiepską jakość zdjęcia, ale sami rozumiecie …w takich okolicznościach lepiej mieć obie ręce wolne w razie ucieczki 🙂

Jest też czas na relax, na jednej z białych plaż.

Podpływając do Ligjthouse która jest w zasadzie betonową wieża z drabinką, z której można skakać do wody, rozmawiamy z 4 towarzyszącymi nam Angielkami, które właśnie opuściły Japonię, gdzie pracowały jako instruktorki narciarstwa …i tak w naszych głowach zaczyna kiełkować pewien pomysł 🙂

Czy żałujemy, że tu trafiliśmy ? Na pewno nie, gdyż każde miejsce jest warte zobaczenia. Kecil nie jest rajską wyspę według naszych standardów :). Spodoba się temu kto szuka imprez (ale nie jakiś bardzo klimatycznych) i ma nadmiar gotówki – jak rapował LLCool J „paradise is very nice” jak masz hajs – czy jakoś tak :). Zapewne było tu super paręnaście lat temu, gdy nie było tu 80% ludzi, śmieci i resortów.

Jednak swój malezyjski raj odnajdujemy na innej wyspie, o czym już w kolejnym wpisie :).

Informacje szczegółowe, dla tych którzy planują się tu wybrać :

  • autobus do Kuala Besut Z George Town: bilet kupujemy w jednym z biur firm transportowych (np. Perdana Express) przy ulicy Jalan Ria, niedaleko dworca autobusowego Komtar; cena  za 1 osobę to 55 RM; odjazd o godzinie 21.00 przyjazd o 5 rano
  • motorówka na Kecil kosztuje 60 RM w 2 strony od osoby (open ticket); dziennie odpływają trzy łodzie: o 7 rano 12 i 16
  • wodna taxi, za pomocą której można się dostać ze speedboat do brzegu to koszt 2 RM za 1 osobę
  • nocleg w D’Rock Garden Resort to kosz 50 RM za domek
  • snurkowanie – wycieczka w wersji dłuższa (long trip) to koszt 30 RM od osoby

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *