24

Po ponad dwóch miesiącach upałów przenosimy się do krainy, gdzie temperatura jest kilkanaście stopni niższa. Wszystko to dlatego, że jesteśmy trochę wyżej, a dokładnie na wysokości 1500 m.n.p.m., w miejscu o nazwie Cameron Highlands.

Pierwszy człon nazwy pochodzi od nazwiska Wiliama Camerona, który odkrył te tereny w 1885 roku. Żyzne gleby, stosunkowo niska temperatura i wysoka wilgotność warunkują to miejsce jako stworzone do upraw herbaty i uwaga … truskawek :). Jednocześnie jest najwyższym w Malezji kurortem wypoczynkowym z trzema miastami: Ringlet, Brinchang i Tanah Rata.

Z czego jeszcze jest znany Cameron Highlands ? Ci, którzy byli w Bangkoku powinni kojarzyć Jima Thompsona albo co najmniej jego dom. Ten amerykański biznesmen przyczynił się do wzrostu popularności tajskiego jedwabiu, zakładając firmę produkującą tej wysokiej jakości materiał. W 1967 roku spędzał w Cameron Highlands Wielkanoc. Zameldował się w Moonlight Cottage i po niedzielnym śniadaniu udał się na spacer. Właśnie wtedy widziano go po raz ostatni żywego. Jest wiele teorii na temat jego zniknięcia – od pożarcia przez tygrysy po porwanie dla okupu. Niestety do dnia dzisiejszego nie udało się rozwiązać tej zagadki i jest jedną z największych tajemnic Południowo – Wschodniej Azji.

Jako bazę wypadową wybieramy Tanah Rata, gdzie dojeżdżamy wieczorem, w potworny deszcz i tylko dzięki uprzejmości jednego Malezyjczyka, który się nad nami lituje i za darmo podwozi pod nasz hostel, udaje nam się nie zmoknąć. W Kaang Travellers Lodge meldujemy się w dormach ( pokoje wieloosobowe, często z piętrowymi łóżkami, gdzie spędzasz noc w gronie nieznajomych Ci osób, ale jest to najtańsza opcja noclegowa).

 

Wstajemy wcześnie rano, po cichutko, ponieważ współtowarzysze śpią w najlepsze i idziemy na śniadanie. Zaraz przy głównej ulicy jest kilka ulicznych restauracji. Najlepsza opcja to smażone placki roti z jajkiem i kawa. Trochę nam się spieszy więc bierzemy na wynos – placki dostajemy zawinięte w gazetę, sos w woreczkach, a kawę podają w plastikowych torebkach ze słomką 🙂

Zaczynamy eksploracje okolic. Wyznaczonych jest tu 14 tras trekkingowych, o różnej długości i różnym stopniu trudności.

Na pierwszy ogień bierzemy szlak nr 1. Z Tanah Rata jedziemy lokalnym autobusem do Brinchang, gdzie kierowca specjalnie dla nas zatrzymuje się w miejscu gdzie zaczyna się szlak (obecnie podobno lokalne autobusy już tam nie kursują :(, na szczęście jest bardzo dobrze funkcjonujący autostop).

Trasa wiedzie przez prawdziwą dżunglą. Wreszcie przydają się nasze buty trekkingowe. Jest mokro, grząsko i gorąco.

Po całkiem wyczerpującym trekkingu zdobywamy Gurung Brinchang (2.032 m.n.p.m.).

Na szczycie góry znajduje się wieża obserwacyjna, z ładnym widokiem na okolicę.

Następnie docieramy do Mossy Forest, czyli Mchowego Lasu. Drzewa pokryte są mchem więc klimat „creepy”, jak z Alicji w krainie czarów :).

Kolejnym punktem podróży jest główna atrakcja Cameron Highligts – Sungai Palas Boh Tea Estate, czyli plantacja herbaty o łącznej powierzchni około 3200 ha. Firma BOH założona została w 1929 roku przez na J.A. Russell’a, brytyjskiego biznesmena który związał całą swoją karierę z Malezją (zapoczątkowywał on także biznes kauczukowy i zaangażował się w branżę budowlaną i przyczynił się do powstania dworca kolejowego w Kuala Lumpur).

Skłamalibyśmy pisząc, że dotarliśmy tam z Mossy Forest pieszo… choć taki był plan :). Szukamy najkrótszej drogi w aplikacji maps.me a tu niespodziewanie koło nas zatrzymuje się samochód z parą Austriaków, których spotkaliśmy w Mossy Forest i proponują nam podwózkę … musimy tylko zdjąć nasze ubłocone buty i wrzucić je do bagażnika :). Drogę umilają nam wspaniałe widoki na pola herbaciane.

Na terenie plantacji znajduje się, umiejscowiona na wzgórzu, herbaciarnia z widokiem na okolice. Zamawiamy po herbatce i spędzamy tam mile popołudnie.

Pola herbaty wyglądają jak wielkie zielone dywany typu shaggy :).

Na obrzeżach plantacji znajduje się osiedle domków pracowniczych i hinduska świątynia.

W drodze powrotnej do hostelu standardowo zaczyna padać deszcz więc jesteśmy zmuszeni „naszym nogom szybkie tempo nadać”. Szczęśliwie łapiemy stopa – tu jest to normalne i większość ludzi podróżuje w ten sposób. Zapomnijcie o taksówkach – strata pieniędzy.

Generalnie codziennie po godzinie 17 pada tu rzęsisty deszcz … żeby herbatka była dobra.

Wieczorem siedząc w przyhotelowej restauracji, spotykamy Janka z Polski – prawdziwego Ślązaka, w którego towarzystwie spędzamy miły wieczór. Dowiadujemy się od niego, że parę dni temu, gdzieś w dżungli zakwitła Raflezja (polska nazwa to bukietnica) – największy kwiat na świecie, który może mieć 80 – 100 cm średnicy i ważyć nawet do 10 kilogramów. To cudo natury kwitnie tylko ok 5 dni, raz na kilka lat. Niestety samodzielne odszukanie kwiatu jest prawie niemożliwe wiec decydujemy się na pomoc agencji turystycznej (czego robić nie lubimy :)). O 6 rano jesteśmy już w biurze …żeby się dowiedzieć, że niestety nic z tego :(. Całonocny deszcz zniszczył kwiat, który miał już 6 dni … co za pech, spóźniliśmy się o 1 dzień :(.

Na pocieszenie chcemy zobaczyć wodospad Parit Fall. Idziemy więc szlakiem numer 4, który zaczyna się obok Century Pines Resort. Szlak łatwy a wodospad okazuje się malutki i w naszym rankingu wodospadów plasuje się na dalekiej pozycji :).

Dalej idziemy wzdłuż pola golfowego, gdzie kończymy nasze roti, obserwując jak dwóch sympatycznych grubasków próbuje trafić piłeczką golfową do dziurki.

Docieramy do Brinchang, drugiego co do wielkości i najwyżej położonego miasta w Cameron Highlands (1.450 m.n.p.m.).

Główną atrakcją miasta jest świątynia Sam Poh – czwarta co do wielkości buddyjska świątynia w Malezji, wybudowana w 1972 roku. Świątynia jest poświęcona chińskiemu admirałowi Zheng He.

Nieopodal świątyni zaczyna się szlak nr 2, którym docieramy do szlaku nr 3 i dalej szlakiem nr 4, wzdłuż strumyka wracamy do Tanah Rata, aby spróbować słynnych malezyjskich truskawek :). To owocowe szaleństwo – pomniki truskawek, truskawki na bramach. Swoją drogą truskawki to jedno z fajniejszych wynalazków człowieka – powstały w XVIII wieku, z krzyżówki dwóch gatunków poziomek. Jednak sorry Malezja, ale to Polska znajduje się na liście 10 największych producentów tych owoców na świecie :).

Po truskawkowym szaleństwie żegnamy się z Cameron Highlands i o godzinie 14.30 mamy autobus do George Town.

Informacje szczegółowe, dla tych którzy planują się tu wybrać :

  • autobus Unititi Express z Kuala Lumpur (Pudu Central) do Tanah Rata 35 RM
  • nocleg w dormitorium w Kang Travellers Lodge cena za łózko 12 RM, adres e-mail: travel@kangholiday.com
  • autobus z CH do Penang (GeorgeTown) – cena biletu to 30 – 35 RM (w zależności od wybranego przewoźnika)

2 thoughts on “Cameron Highlands – HiT czyli herbata i truskawki

    1. dziękujemy, zajrzeliśmy na Twojego bloga i bardzo nam się podobają kopozycje Wielkanocne. :)herbatka smakowała jak u brytyjskiej królowej w ogródku 🙂 co do truskawek to polskie są słodsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *